dr n. med Jakub Andrzejewski

Dobrze, a nawet źle.

22 sie 2025

Czy czasem wydaje Ci się, że nie funkcjonujesz zbyt dobrze? Nie umiesz tego nazwać ale nie czujesz się zdrowy ani też wyraźnie chory. Nie jesteś w tym sam. Po raz pierwszy wyodrębniono taką grupę ludzi w 1996 r. Wówczas było to 12%. Tyle osób, wypełniając testy w badaniu MIDUS1, nie wpadło w kategorię depresji. Jednocześnie wypadli zbyt słabo, żeby ich zakwalifikować do grupy osób w pełni zdrowych. Obecnie uważa się, że grupa ta jest znacznie liczniejsza. Sugeruje tak profesor Adam Grant w swoim artykule z 2021 r. Uwzględnia w nim dodatkowy, niekorzystny wpływ najsłynniejszego wirusa oraz całą późniejszą otoczkę, która się z tym wiązała.

Grupa wyodrębniona ale niezauważona.

Dlaczego? Nie wiadomo. W 2002 r. prof. Keyes przeprowadził podobne badanie i uzyskał podobne rezultaty. I nadal tak duża grupa pozostała poza polem zainteresowania medycyny. Ironicznie można zapytać czy to dlatego, że byli jeszcze zbyt zdrowi, żeby zgodnie z wytycznymi przepisać im leki i zacząć na nich zarabiać. Jednocześnie sami zainteresowani nie uznaliby, że funkcjonują dobrze i w zgodzie ze swoim potencjałem. Potwierdzają to też wyniki badania i fakt, że zażywali najwięcej dostępnych bez recepty leków. Można powiedzieć, że próbowali się ratować na własną rękę. Medycyna ich nie zauważała. Nie byli poważnie traktowani ale czuli, że coś jest nie tak, jak powinno być. Należy wspomnieć, że w tej grupie odnotowano pogorszenie wyników w nauce, spadek produktywności i zanik potrzeby rozwoju osobistego. Całkiem nieźle jak na ludzi niechorych. Zjawisko to dotknęło nawet tak młode osoby jak uczniowie i studenci. I pozostało poza obszarem zainteresowania głównego nurtu. Zajmowały się nim pojedyncze osoby, np profesor Adam Grant, prof. Corey Keyes czy dr Maike Neuhaus.

Na czym to polega.

Jak to opisują wspominani wyżej badacze? Jest to proces w którym tracisz radość życia, pasję i ciekawość nowych rzeczy. Uczucie odrętwienia i rezygnacji z poszukiwania czegoś pozytywnego. Stagnacja i pustka. Uczucie błąkania się bez wyraźnego celu. Oglądanie swojego życia z boku, przez matową szybę. Mówisz, że kiedyś cieszyły Cię różne rzeczy. A teraz te same rzeczy nie dają już radości. Kiedyś wszystko miało jakiś inny smak, a teraz to nawet każde jedzenie smakuje tak samo. Co zastanawiające pojawia się też określenie bycia odłączonym. Zastanawiające, w dzisiejszej rzeczywistości i nieustannym byciu połączonym poprzez media społecznościowe i różne komunikatory. Ale paradoks jednoczesnego odłączenia i połączenia to materiał na odrębny artykuł. A teraz…

Co na to wszystko medycyna?

Czy ma jakieś wyjaśnienie, skąd się to bierze? Raczej nie. Bardziej socjologowie wspominają, że może to być związane z presją szczęścia, rozbieżnością pomiędzy oczekiwaniami, a tym jak faktycznie wygląda nasze życie. A czy medycyna ma dla nas jakieś rozwiązania?

Standardowa ścieżka wygląda tak, że zgłaszając powyższe zastrzeżenia co do swojego stanu, dostaniesz do wypełnienia kwestionariusz oceny depresji, zaburzeń lękowych itp. Jak wypadniesz wystarczająco źle i spełniasz kryteria, to rozpoznanie i leczenie. A jak nie spełnisz kryteriów? Wg klasycznego podejścia to albo leczenie off label albo zaczekać aż się porządnie pochorujesz. “Panie doktorze wydaje mi się, że mam zapalenie płuc. Nie ma Pan. To co mam teraz zrobić? Niech Pan wróci jak Pan będzie miał.” Wtedy znowu się zapiszesz na wizytę. Zaczekasz na termin. Dostaniesz receptę. Kupisz sobie leki i będziesz je jadł.

Alternatywa.

Co z tym zrobić? Nie z ludźmi, którzy mają rozpoznaną chorobę i wymagają leczenia. Bo jak wymagają, to wymagają. Tego nikt rozsądny podważał nie będzie. Co zrobić z tymi 12% (lub więcej), którzy nie kwalifikują się do rozpoznania choroby i włączenia leczenia ale też nie funkcjonują jak w pełni zdrowia? Czy jest jeden prosty trick, którego lekarze nienawidzą? Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy, wygląda na to, że nie ma. Czy to źle? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie. Włączenie prewencji w kilku kluczowych obszarach daje bardzo dobre efekty. Sprawia, że razem pracują na naszą korzyść. I to nawet lepiej. Lepiej bo nie musimy polegać na jednej sztuczce. Nie jesteśmy w sytuacji, że albo się uda albo nie. Zamiast utknąć w pułapce “wszystko albo nic”, możemy nasze działania dostosować do tego, gdzie się aktualnie znajdujemy. W ten sposób powstaje bardziej spersonalizowana strategia. Taka, która przyniesie trwały skutek. Taka, która posłuży nam najlepiej.

autor: Jakub Andrzejewski

0 komentarzy